Blog użytkownika
Czwartek [23.12.2010, 22:17]
Drodzy Pardnonowicze,
Nasza przygoda, która trwała z przerwami mniej więcej ponad trzy lata dobiegła końca. Początkowo pisałem tutaj jako niezalogowany user pod nickiem Neosofista. Następnie prowadziłem swój blog neosofista.pardon.pl - do czasu, aż spór personalny na linii ja vs p. Kamil Lodziński nie zaowocował skasowaniem tegoż bloga. Mniejsza już z tym o co poszło, w każdym razie utytułowałem odpowiednio pana Lodzińskiego wtedy, dodając, iż skłonny byłbym dlań zaryzykować nawet swój heterosexualizm - nie ukrywam, że uczyniłem to w dość obrazowy i właściwy dla siebie, bizantyjski sposób, czego efektem były jego pogróżki pod mym adresem, że zgłosi Wydziałowi Prawa i Administracji UW rzekome nadużycia, jakich się dopuściłem spod ich IP - pisząc z komputera Wydziału owe "wyznania miłości analnej" pod jego adresem. Wówczas wyśmiałem pana Lodzińskiego w korespondencji a także zamieściłem ją na swym blogu, prosząc, aby tak uczynił, jak zapowiedział. Niestety, nie uczynił tak. Zamiast tego wtedy właśnie mój nick Neosofista na pardon został zablokowany/skasowany.
Następnie odwiedzałem ten przybytek pisząc jako niezalogowany: Były Neosofista, Neo Sofista, eXneosofista, eXn - itp. Potem w ogóle zawiesiłem na dość długo swoje pisanie tu, także, jako niezalogowany. W ogóle przestałem pisać blog. Po przerwie powróciłem jednak jako bezPARDONuPL i do dziś dnia nim byłem. Kładąc się spać 21 grudnia z mym blogiem było wszystko w porządku. Notki zawierały całą treść, jaką onegdaj nań zamieściłem. 22 grudnia ze zdziwieniem odkryłem, że ostatnie dwie notki zostały przycięte. Wertując poprzednie wpisy odkryłem, że pardon poucinał co poniektóre me wypowiedzi - te dłuższe i rzekłbym, "ciekawsze". Wyraz memu oburzeniu dałem tym wpisem: oraz komentarzami doń, zawierającymi linki do "skróconych" wpisów - niekiedy nawet sprzed lat.
Wiem, że skrócenie ich nastąpiło w nocy z 21 grudnia na 22 grudnia, albowiem choć są to stare wpisy, częstokroć do nich linkowałem w dyskusjach, powołując się na to, że o czymś, czego dotyczy aktualna dyskusja, już pisałem onegdaj. Każdy kto zna mnie na tym portalu - z tego co piszę, doskonale wie o tym, że tak było. Zresztą, stałem się z tego powodu obiektem drwin i przedmiotem (tak, przedmiotem, nie podmiotem) imputacji o rzekomym narcyźmie et cetera. Pisano pod mym adresem różne rzeczy. Jedyne do czego wypada mi się odnieść to pytanie, które przez część z tych wpisów przebijało: "a kim ty k... jesteś?", co zawsze kwitowałem: "nazywam się Radosław Herka, a Pan/i?". User piratte poświęcał nawet więcej uwagi tej kwestii usiłując mi "wytłumaczyć" "niepoważność" mego zachowania. Wyśmiewał, że "całkiem serio" piszę coś o kimś i do kogoś, np. jakiejś osoby publicznej, dając temu komuś rady i oceniając jego działanie. Że piszę to pod nazwiskiem i że się ośmieszam tym samym. Sam, na własne życzenie staję się przedmiotem drwin. Bo kim ja przeciez jestem? No własnie, kim? Otóż, skoro się z Wami żegnam, odniosę się do tej kwestii:
Panie i Panowie, traktujmy sami siebie poważnie. Wasze pytania "a kim ty jesteś" itp. oraz ich "ciąg dalszy", więcej niźli o mnie, naprawdę, mówią i mówiły o Was. Świadczą przede wszystkim o Waszym stosunku do Was samych. Wy siebie nie traktujecie poważnie. Nie piszecie pod nazwiskiem. Osoby publiczne uważacie, zresztą może słusznie, za kogoś lepszego od Was - kogoś z kim nie możecie się równać. Komu nie możecie dawać rad tym samym. Dla mnie? To są ludzie tacy sami, ani o jote lepsi ode mnie, których częstokroć nie poważam i którym ośmielam się przez to dawać rady - albowiem to ja jestem obywatelem, przed którym oni odpowiadają. Jestem wyborcą. Wy tego nie rozumiecie. Macie jakieś kompleksy. W rzeczy samej, poprzez to jesteście stadem baranów, które Wasi Wybrańcy traktują tak a nie inaczej - i może słusznie.
Dlatego też tak obraża Was ktoś, kto w sumie nie będąc nikim szczególnym, ma tę śmiałość pisać co myśli i uważa i firmować to swym nazwiskiem - coś dla Was niepojętego. Co burzy Wasz spokój. Skłania Was do wrogiej wobec tego kogoś reakcji. Otóż zapamiętajcie sobie: to są Wasze kompleksy, nie mój. Którego Wy płacicie cenę: będąc dla tych "kimś-ów" z kim mnie zestawiacie, "nikim" a kogo niesłusznie we mnie widzicie. Skoro mnie pytacie, kim ja jestem a ja Wam udzielam odpowiedzi, udzielcie jej też mnie: kim Wy jesteście?! Jeśli Wy sami nie zaczniecie traktować siebie poważnie, to uwierzcie, nikt inny też tego nie zrobi. Jeśli nie macie nawet czelności podpisac się pod swoim zdaniem, (tak! w jakimś internecie), nie liczcie, że na żywo będziecie mieć śmiałość i że ktoś lepiej Was potraktuje. Owszem, mnie z tego powodu wyśmiewacie, że ja "jestem śmieszny". Podpisuję się z imienia i nazwiska - biorąc przez to odpowiedzialność za swe słowa. I dobrze - mnie to nie rusza, o czym chyba już dobrze wiecie? Ja zaś dobrze wiem, że w życiu ludzie kierują się stereotypami. Mnie to naprawdę nie przeszkadza. Umiem to wykorzystać. Zaręczam Wam, że każdy, kto real life nie potraktował mnie poważnie, bardzo tego potem żałował. Ale mniejsza o tym...
22 grudnia po skróceniu owych mych wpisów, wystosowałem list do Redakcji pardonu domagając się przywrócenia poprzedniej, pełnej wersji owych skróconych wpisów, albo skasowania mego bloga. Kopię owego listu i zpaoweidzi zamieściłem też w komentażu do wyżej linkowanej notki. Oto on: Nie zostałem niestety potraktowany poważnie. Dziś w odpowiedzi na tamten mój list odebrałem list tej treści:
"Redakcja nie ma technicznej możliwości ani edytowania, ani przywracania, ani jakiegokolwiek innego ingerowania w niczyje wpisy. Jeśli zniknął Panu jakiś fragment, musiał to zrobić Pan sam. Albo ktoś, kto się bawił Pana komputerem. My możemy jedynie usuwać wpisy w całości. Co też czynimy
raczej rzadko.
Pozdrawiamy,
Pardon"
Pan (Pani?) Pardon ma mnie też za idiotę... Pan(i) Pardon skasował(a) "końcówki" (czasem większe jak połowa tekstu) wpisów na mym blogu - z dnia na dzień, i twierdzi, że pewno ja sam coś spiep...łem i sam musze naprawić - wypierajac się za to winy i nie chcąc ponieść odpowiedzialności. Czy to dlatego nikt z Redakcji nie miał nawet czelności podpisać się pod czymś takim? Hebert pisał o Panu Cogito, mnie przypadł w udziale Pan Pardon - tak, rżyjcie z tego, że się równam w tej chwili z Herbertem (choć ja raczej równam Pana Pardon, z Panem Cogito). Czy równam?! To za wiele powiedziane. Zestawiając Pana Pardon z Panem Cogito, wychodzi mi przeciwieństwo Pana Cogito. Antyteza. Pan Cogito, alter ego Herberta, ma wiele jego cech - rzeczywistych, lub tylko tych, które on sam w sobie widział. Pan Pardon to Wy, Moi Drodzy Pardonowicze. Moje zacne przeciwieństwo. Jesteście kimś! A ja? No właśnie... kim ja k...a jestem?! ;)
Reasumując, słowo się rzekło (czy też, "napisało") - traktując siebie poważnie, kasuję swój blog i proszę Pana Pardon o uszanowanie tej mej decyzji i akceptację ze strony Redakcji (bo sam z siebie oczywiscie Pardonowicz skasować się nie może - musi prosić o permisję Pana Pardon - zupełnie jak krowa na polu swego właściciela). Tuszę, że nie będzie mi czynić w tym przeszkody i mój profil zostanie skasowany? A także, że wpis ten, pożegnalny, się ostanie? Bez żadnej ingerencji - a chociażby przycięcia jego końcówki. Żegnam Was i Pardon, na zawsze. I pisze to na serio - kasuję pardon z zakładek ulobione, aby mnie nawet nie kusiło wchodzić tu w przyszłości. Sytuacja w której jestem obiektem drwin mi nie przeszkadza i nigdy nie przeszkadzała - o czym, gdyby tacy tu byli, - mogliby zaswiadczyć ludzie których real life poznałem, np. na studiach. Natomiast sytuacja, w której ktoś cenzuruje me wypowiedzi (vide Onet i powód, dla którego przestałem pisać na ichniejszym forum) lub robi coś takiego jak ich kasowanie z mego bloga (vide pardon) i to po latach! W dodatku wypierajac się tego (zamiast przyznać, że ich informatyk, nie pierwszy raz zresztą coś zje...ał), jest dla mnie nie do przyjęcia. Czy przestanę blogować? Pewnie nie... Ostatecznie mam jeszcze niewykorzystywany dotychczas blog na salonie: Może właśnie teraz zacznę go wykorzystywać?
Żegnam i życzę wszystkim wesołych Świąt! Długo można składać życzenia i bardzo wymyślne je układać. Nic jednak nie zastąpi trivium: zdrowia, szczęścia i pomyślności. Zdrowia, bo choć gdy jest, nikt o nim nie myśli, jednak kiedy go zabraknie okazauje się prędko, że bezeń nic człowiek nie znaczy. Szczęscia, bo choć bez pracy nie ma kołaczy, także mnie życie nauczyło, że bez odrobiny szczęścia, choćbyś charował po pachy, dorobisz się co najwyżej garba i usr...nej śmierci. Pomyślności - bo gdy wszystko układa się po naszej myśli, można jedynie życzyć sobie rozwagi, aby baczyć, czego sobie człowiek życzy. Życzenia bowiem czasem się spełniają - szczególnie te najmniej przemyślane. Tego Wam i sobie życze z okazji Świąt Bożegonarodzenia oraz Nowego Roku Anno Domini 2011. Oby nie był gorszy a o wiele lepszy od minionych.
Radosław Herka
PS
Ceterum censeo pola lupa est!
komentarzy
Środa [22.12.2010, 9:43]
Wchodzę dziś na Pardon. Sprawdzam, czy ktoś coś na mym blogu napisał i... coś mnie bije po oczach. Otatni wpis jest za krótki! Jakby ktoś go obciął: Wystarczy porównać z źródłem: - tu zamieściłem tę notkę zanim wylądowała na blogu. I kiedy ją zamieściłem na blogu, to była CAŁA. Patrzę, czy coś się stało z innymi mymi notkami i poprzednia: też została obcięta. Opowiadanie pułkownika Dymka nie kończyło się na "A jak to naprawdę był" vide źródło: - nie wpominajac już o moim komentarzu do tego opowiadania jaki zmaieściłem poniżej!
Wcześniejszych wpisów już nawet nie sprawdzam, ale co jest do k...y nędzy?! Kto się tam brzydko bawi w pardonie i "porządkuje" moje wpisy?! :( Domagam się przywrócenia poprzedniej, pełnej wersji!
Radosław Herka
EDIT
Nie no k...wa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
To jest też z wcześniejszymi notkami. Np. ten też mi obcięło!!!!!!!!!!!!!!!
- tę też obcieło!
Jak tak ma być i to wróci, co było, to yebię ten Pyrdek. Nie będę pisał tam gdzie po jakimś czasie wszystko co napisałem może być posiekane.
And I mean that! Mam w d... coś takiego. Jeśli nie wróci to, co ktoś z Pyrka "mi obciął", żegnam Was, uderów Pyrdka i jego Redakcję.
rmh
komentarze
Niedziela [19.12.2010, 8:29]
Hello. My last name is "Herka" and I have been looking for the meaning of that name for a long time. I have found two of my possibility ancestors: Paweł Herka z Kurzelowa [[1]] (latin Paulus Hercius Cureloviensis) and Stanisław Kazimierz Herka (known also as simply Hercius) [[2]]. Both of them were XVII century's professors of Jagiellonian University in Krakow [[3]], Poland. Paul Herka (Paweł Herka) was even chancellor of that university (AD 1648)[[4]]. The city (well, it use to be city in the past, at now it is a village) of Kurzelów [[5]] is in "Województwo Świętokrzyskie" [[6]] - a district in Poland, - where me and my family lives and come from (but we do not live in Kurzelów).
The "Herka" name is very rare and unusual in Polish laguage (in others too). Therefore I was curious where do we come from? At special, because my family in known history of my family members were simply peasants. At last since XIX century till of a half of XX century. And I have found those two men, who were university professors in XVII century. They have must been noblemen (in that time, in Poland, they couldn't been peasants nor even burgess to study). It is nothing special, that my family has lost a status of nobility. Since the end of XVIII century Poland was gone of the map and the part of Poland known as Świętokrzyska's soil, become a part of Russian Empire (there were three empires: Austria, Prussia and Russia which divided and included Poland into theirs states). The Russian Car took the nobility back from noblemen who were not enough rich or who were not his followers - that tells how and why we've lost nobility. But how my family become noblemen?
This is mystery, becaouse the register of Polish noblemen has no such a record as a "Herka family". First what have I found, was a sign of my name in Huns language [[7]]. "Herka" (Hereka, Kreka, Erekan) means more less a "beautiful" or a "pure queen". A first wife of Attila wore that name [[8]] - the mother of Ernak, Ellak and Dengizek. Very odd, isn't it? But might be true, because Polish soil was a part of Hunnic Empire [[9]] in that time and it was only a few century's before Poland become a Christian State in AD 966 [[10]]. The Prince Mieszko I was a first Christian ruler, but wasn't a first Polish ruler at all. We know at least three other legendary (they couldn't write so they didn't wrote any chronicle) Piasts (dynasty of Piast's) rulers before Mieszko (he was a member of Piast's dynasty), which mean, Poland is about a century older, than that. And the borders of Poland in those times (Mieszko's time) were similar to present [[11]] Polish borders - at least the western and southern borders were similar, or even bigger westerns and southerns territory belonged to Poland that time. I point that, because the grave of Attila and his former capital city was on current Hungarian soil.
Looking for more info I have found two tracks of Herka name in Czech in XIV century. First is here:
"Aus den Zuweisungen in den Dörfern Mlinetz bei Klattau, Libějitz bei Retolitz, Wojtieschitz bei Přestitz und Metzling bei Bischofteinitz erkennt sich die Ausbreitung ihres Besitzes, wenn er auch weit zerstreut und namentlich in Solislau zersplittert war. So erscheinen am 10. Juni 1416 neben dem Pfarrer Prkosch von Mogolzen noch die Witwe Herka und deren Söhne Johann Polak II., Budiwoj, Johann und Wenzel, auch noch am 7. Feber 1427 die Mutter Herka, Johann Polak und Johann von Solislau als Patronatsinhaber in Solislau. In Privaturkunden (so 1409 mit einer Stiftung für die Mieser Minoriten) und im öffentlichen Leben traten die Solislauer Ritter öfter hervor. Johann Polak gehörte 1420 zur katholischen Adelspartei Westböhmens. Das Kloster Kladrau verpfändete ihm 1438 Zinse. Johann Polak d.J., 1448 - 1466 öfter genannt, war noch 1465 Patron in Solislau. Bald darauf verschwand das Geschlecht." http://de.wikipedia.org/wiki/Sulislav
Which means probably, my family came from Czech. At least, that someone with my last name was a nobleman and was the owner of Sulislav village in those times. The widow Herka and her sons were the owners of Sulislav. And one of the widow Herka son's was a knight Johann Polak. The knight nickname "Polak" means Polish. Interesting, isn't it?
The second track of my name in Czech was a village Prusnowice. I have found that in XIV century Prusnowice was a property of von Prusnovitz family. One of the family member was a "Herka z Prusinovic (um 13251358), Schwester von Jetřich z Prusinovic und Mladota z Prusinovic" [[12]]. Isn't it odd that someone gave a name to a girl like "Herka" - the old Huns language name means "pure queen"? For me it is odd. At least it would be odd, if the only meaning of that word was "pure queen".
And here we come to the point of topic name I wrote. I have found also something like that:
"Auf dieser Opferstätte wurde die germanische Göttin Herka verehrt, womit man daher auch eine Verbindung zum Ortsnamen Herkersdorf (Herka) sieht. Auf einem Höhenzug gegenüber dem Druidenstein steht der Ottoturm." http://de.wikipedia.org/wiki/Herkersdorf
The text means, that the German mythology goddess name's Herka gave her name to a village ("dorf" means "village" in a German language) Herkersdorf. It was something new and even more odd. I attempted to find something about Herka goddess and her worship, but I couldn't. The only things I could find were about Herkersdorf and the Celtic druidstone in there. So I follow that track and that's how did I found out about Otto Rahn [[13]]. His book "Lucifer's court" (German "Luzifers Hofgesind", Polish "Dworzanie Lucyfera"), which I have got in ebooks version (Spanish and German), has a note about Herka goddess. Rahn wrote "Herka, auch Hel oder Holda" which means, "Herka, from Hell or Holda". That means it is the same goddess. Holda was only more popular name of that goddess and that is how did I found that site http://en.wikipedia.org/wiki/Holda . So...
First of all I suggest to add a short note about Otto Rahn and his theories (I didn't read the hole book - my German and Spanish are very pity, but more less you can imagine what does he think, by reading the note on Wikipedia about him) and secondary...
I would by kindly grateful for any information about Herka/Holda name in German - does anybody here, who wrote the note about Holda, knows anything? I am curious about the worship of Holda and her priests (male priests/warlocks). You wrote that Holda was a "matron of witches". Herkersdorf was a place of his worship. You see, in Poland Świetokrzyskie Mounts are the old place of witches worship. We have a mount names Łysica, which was a place of sabbaths even in historical tim
komentarzy
Piątek [17.12.2010, 23:54]
Jak zapewne pamiętacie, niedawno a propos wizyty Donka w Turcji pisałem o polsko-tureckich ralcjach oraz stategicznym partnerstwie (wspólne interesy geopolityczne). Tekst ten znajdziecie tu: Tymczasem dzięki uprzejmości "Wyszukiwarki" (to osoba, płci jak najbardziej pieknej), która znalazła pewne arcyciekawe opowiadanie, chciałem Wam zaprezentować, jaki jest a przynajmniej był stosunek Turków, do Polaków.
Autor: ppłk. Wojska Polskiego, Kaziemierz Dymek
Tytuł: "Potęga Lachistanu (opowiadanie)"
Okres poprzedzający wstąpienie Polski do NATO to czas intensywnych konsultacji, spotkań i wyjazdów przedstawicieli armii do centrali sojuszu w Brukseli, udział żołnierzy i oddziałów w szeregu ćwiczeniach typu Cooperative, uczestnictwo ludzi nauki w sympozjach i seminariach tematycznych. Dane mi było, jako przedstawicielowi instytucji centralnej MON, uczestniczyć w wielu tego typu imprezach.
Najbardziej utkwił mi w pamięci wyjazd do Centrum Marschalla - instytucji amerykańskiej - znajdującego się w Garmisch-Partenkirschen w RFN. Odbywało się tam sympozjum zorganizowane w ramach programu: Społeczeństwo Informacyjne Świata. Doświadczenia wojny bałkańskiej i lokalnych wojen w Azji wskazywały na pilną potrzebę opracowania takich metod i technik wzajemnej wymiany informacji między narodami, nacjami, wyznaniami, aby maksymalnie zmniejszyć ryzyko powstawania konfliktów i równocześnie zwiększyć stopień wzajemnego zrozumienia i poznania.
Trudne to zagadnienie. Podczas obrad dało się wyraźnie odczuć, że do niedawna istniał podział polityczny świata, że ZSRR rozpadł się na kilkanaście nowych państw, że nie tak dawno istniał Układ Warszawski. To wszystko kładło się długim cieniem na obradach. W całej tej atmosferze często powracał temat aspiracji do NATO nowych krajów, w tym przede wszystkim Polski.
W obradach uczestniczyli przedstawiciele 27 krajów. Z Europy reprezentowane były prawie wszystkie, przyjechali również przedstawiciele USA i kilku krajów azjatyckich. Jako najstarszy stopniem szefowałem delegacji polskiej. Z tej zapewne racji spotkał mnie zaszczyt, który głęboko utkwił mi w pamięci.
Trzeciego dnia obrad zorganizowana została oficjalna kolacja. Taka kolacja ma specjalną oprawę, miejsca przy stole są z góry określone, obowiązuje określony strój. Na kilka godzin przed rautem organizatorzy poinformowali mnie, że będę zasiadał przy stole głównym wraz z ambasadorem Stanów Zjednoczonych, oraz przedstawicielami Rosji, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. W ten właśnie sposób Polska została wyróżniona spośród krajów starających się o wejście do NATO.
Nie potrzebuję chyba mówić, że dołożyłem starań, aby mundur nie miał najmniejszej zmarszczki, a buty przypominały lusterka. Zgodnie z sugestią na pięć minut przed oficjalnym rozpoczęciem zjawiłem się w foyer restauracji hotelu Dorint.
Goście zostali przedstawieni oficjalnie, przy stole po mojej lewej stronie zasiadł ambasador USA, po prawej przedstawiciel Ukrainy. Przedstawiciele Wielkiej Brytanii i Rosji siedzieli po lewej stronie ambasadora. Przyznam, że miałem świadomość, w jakim towarzystwie i w jakim miejscu usadzono mnie przy podwyższonym stole. W towarzystwie przedstawicieli największych potęg militarnych współczesnego świata.
Ambasador powitał przedstawiciela Polski, kraju, który zapewne niedługo dołączy do rodziny Sojuszu Północnoatlantyckiego. Podziękowałem za te kurtuazyjne słowa. Przyszłość pokazała jak blisko prawdy był ambasador. Nie będę ukrywał, radość i duma rozpierały mi serce. Podczas tej kolacji praktycznie nic nie zjadłem.
Oficjalna część tego typu imprez nie trwa długo. Ambasador wstał, powstali wszyscy i spotkanie potoczyło się dalej w swobodnym tonie. Przy rozstawionych na sali bankietowej stolikach rozpoczęły się luźne rozmowy. Nie ochłonąłem jeszcze po pierwszej części tego spotkania, kiedy podszedł do mnie Belg i zaproponował toast: Vive la Pologne!. Vive la Belgue! - odpowiedziałem.
- Pamiętamy w Belgii waszych pancerniaków, pamiętamy generała Maczka. W miastach, które wyzwalał, ulice i szkoły noszą jego imię.
Pamiętają, po tylu latach pamiętają. Zrobiło się bardzo sympatycznie. Wspomniał Belg, że - w rocznice wyzwolenia - miejscowości dekorowane są też i flagami polskimi.
- Czekamy na was w Brukseli, w Kwaterze Głównej NATO - zakończył rozmowę.
Było to drugie niezwykle przyjemne doznanie tego wieczora. Nie koniec jednak na tym.
- Jestem Mustafa, nazwisko rodowe El Hatim - śniady oficer sympatycznie się uśmiecha. - Chciałbym zamienić kilka zdań z oficerem armii polskiej. Po oznakach na mundurze rozpoznałem oficera tureckiego.
- Z przyjemnością, nasza wspólna historia jest bardzo bogata i długa. Przed wiekami Rzeczpospolita graniczyła z Imperium Otomańskim. Bywały wspaniałe okresy współpracy.
- Tak, ma pan rację, sądzę, że nadchodzą czasy, że ta współpraca i kontakty na nowo będą szerokie i owocne.
Turek zaznaczył, że jest potomkiem wezyrów, którzy przez całe pokolenia służyli na dworze sułtana jako jego najbliżsi urzędnicy i doradcy. Okazał się pasjonatem historii stosunków polsko-tureckich.
Ppłk Kazimierz Dymek i oficer turecki Mustafa El Hatim
- Chyba najbardziej pamiętacie klęskę, którą zadał wam nasz król Sobieski pod Wiedniem - zagadnąłem.
- O było ich więcej, ale i wy nieraz ustępowaliście pola - odparował z uśmiechem.
- W naszej literaturze narodowej mamy monumentalną powieść - Trylogię, która opisuje dość szczególny okres w stosunkach między naszymi krajami. - Znane jest i u nas to dzieło. Autor jednak, wydaje mi się, przemilczał dość istotny wątek. Czy pan wie, jaki był jeden z ważnych powodów naszych najazdów na Lechistan? Otóż nie tylko zdobycze terytorialne i rozszerzenie wpływów brano pod uwagę. Jednym z głównych było zdobycie jasyru, przede wszystkim kobiet do haremów. Ambicją każdego paszy było posiadać w swoim haremie przynajmniej jedną Laszkę. Piękne macie kobiety, jasnookie, szerokie w biodrach. Jedną Laszkę wymieniano niejednokrotnie za kilka koni. -
Zdziwiła mnie taka wypowiedź: albo źle zrozumiałem, albo ten Turek gada coś nie tak. Kobietę porównywać do konia? Widząc widocznie grymas na mojej twarzy zareagował spokojnie:
- Proszę zrozumieć, mówimy o innych czasach. Wtedy powszechnie kupowano kobiety w Turcji, a konie miały szczególną wartość. Był taki rytuał, że król Polski otrzymywał w darze od sułtana najpiękniejsze rumaki. To dlatego macie dziś wspaniałe hodowle koni arabskich. Faktem jest, że tylko wy Polacy potrafiliście docenić i utrzymać tę rasę koni nie zmienioną. Dziś my kupujemy od was konie, które w prostej linii są potomkami sułtańskich ogierów. Swego rodzaju ewenementem jest również to, że nigdy Polacy nie byli prostymi żołnierzami w szeregach doborowych jednostek piechoty sułtańskiej, mianowicie w janczarach. Urodzeni z Laszek służyli tam, ale jako dowódcy różnych szczebli, ponieważ byli pół krwi Turkami. Okrutne to były czasy, podbite kraje, takie jak dzisiejsza Bułgaria, Mołdawia, Rumunia, płaciły straszliwy haracz - każda rodzina co pięć lat oddawała chłopca przeznaczonego do janczarów. Z czasem jednak oddziały te, a zwłaszcza ich dowódcy, odgrywali coraz większą rolę, aż doszło do przewrotu i obalenia tronu
- To może sarmacka krew dała tu znać o sobie?
- Niewykluczone - skitował Turek.
Powróciłem do dyskusji o wojnach.
- Czy to prawda, że wezyr Kara Mustafa po klęsce wiedeńskiej otrzymał od sułtana jedwabny sznur?
- Tak, prawda, ale to nie koniec historii, historii, która dla was Polaków jest szczególnie interesująca. Otóż czując nadchodzący kres życia, stary sułtan wezwał najważniejszych swoich dostojników i przekazał im ostatnią wolę i przestrogi. Jedna z nich brzmiała:
- Niech na wieki będą przeklęci ci, co zapomną o potędze Lechistanu.
Zabrzmiało to mocno. Zapewne klęska wiedeńska mocno wryła się w psychikę władcy imperium.
- A jak to naprawdę był
komentarzy
Piątek [17.12.2010, 23:05]
Czy znanie takie, dość wulgarne (nie ukrywam) powiedzenie, "napić się na krzywego ryja", które oznacza ni mniej ni więcej, tylko sytuację, w której ktoś przyszedł na imprezę składkową, nie uiszczając opłaty i przysiada się do kolejki? Mówiąc inaczej, chla za darmo, choć powinien był się dołożyć? Na pewno część z Was studiowała, część w domach akademickich mieszkała, część weń balowała - więc jeśli nawet nie znacie powiedzenia, znacie na pewno taką sytuację.
Otóż w prawdziwą konsternację wprawiało mnie ostatnio takie zjawisko, jak reklama na pardonie. Tu, u nas, na naszym pardonie! Co prawda na codzień wyłączam javascript, bo mnie to cholerstwo wk..ia (nie tylko z racji na reklamy vide co napisałem do Post-a-postle tu ), ale czasem zdarza mi się włączyć javę - np., aby napisać notkę na blogu. W takiej syt. dostrzegłem jedną z reklam, która mnie... "zaintrygowała". Oto jej screenshot:
[URL=http://img23.imageshack.us/i/krzywyryj.jpg/][IMG[/IMG][/URL]
Patrzę i nie dowierzam. Kogo Wam przypomina ta postać rysunkowa?! Mnie tę osobę:
[URL=http://img375.imageshack.us/i/henrykak1.jpg/][IMG[/IMG][/URL]
[URL=http://img43.imageshack.us/i/henrykak2.jpg/][IMG[/IMG][/URL]
[URL=http://img826.imageshack.us/i/henrykak3.jpg/][IMG[/IMG][/URL]
[URL=http://img444.imageshack.us/i/henrykak4.jpg/][IMG[/IMG][/URL]
[URL=http://img232.imageshack.us/i/henrykak5.jpg/][IMG[/IMG][/URL]
Prawda, że podobna? Ciekawe, czy pani Henryka Krzywonos wyraziła na to zgodę, aby jej wizerunek umieścić w tej reklamie? A może, jak mi się wydaje, jest to "reklama na krzywy ryj"? Przecież zawsze można się wykpić, że w sumie, to tylko nam się wydaje, że ta osoba z rysunku to ta a nie inna - że to nasza wyobraźnia jedynie...
Hmm...
Radosław Herka
komentarzy
Czwartek [16.12.2010, 22:23]
JE Donald Tusk powiedział niedawno w Brukseli, że mimo kryzysu strefy euro nie ustaje w dążeniach do przyjęcia tej waluty w Polsce. Pragnie również partycypować w programie ratowania państw strefy euro. W istocie rzeczy, kiedy wybuchnął kryzys i Niemcy oraz Francja forsowały wprowadzenie mechanizmów ratowania waluty, chcąc, by były one obligatoryjne dla krajów strefy euro, Donald Tusk wybiegł przed szereg, zabiegając, by "składkowe" płacili wszyscy członkowie wspólnoty - nie tylko strefy euro.
Jego piękny gest nie znalazł jednak uznania wśród innych państw spoza strefy euro i z obligatoryjności składkowego dla wszystkich członków, pozostała fakultatywność (dobrowolność) tego mechanizmu pomocowego dla członków UE nie będących w strefie euro. Co znaczy, że państwa spoza strefy euro mogły, ale nie musiały dopłacać do ratowania Grecji. Polska, jako inicjator składkowego także dla państw spoza strefy euro, oczywiście dorzuciła pare miliardów na ratowanie tego kraju - w którym, co wszyscy wiemy, ludzie żyją na o wiele niższym poziomie, niźli w Polsce.
W tym miejscy trzeba przywołać przykład Słowacji, która jako kraj strefy euro, odmówiła srzucania się na Grecję. Słowacy mają w istocie rzeczy ogromne pretensje i żal - największy chyba do samych siebie, że przyjęli euro. Albowiem ledwo przyjeli euro i wybuchł kryzys, zaczęli się zwijać (tzw. "ujemny wzrost gospodarczy" - lol, orwelowska nowomowa socjalistów) w tempie 6% PKB rocznie, co przecietni Słowacy odczuli w ten sposób, że zaczęli mniej zarabiać, wzrosło bezrobocie a na dodatek podskoczyły ceny.
Przykład Słowacji jest o tyle wymowny, że kiedy przyjmowali oni euro, media piały z zachwytu. Nie szczędziły ochów, achów i wzdechów i jakże zazdrościły Słowakom tego "awansu cywilizacyjnego". W telewizorni wystapowali liderzy PO z PRemierem Tuskiem na czele, twierdzącym, że i my mogliśmy wraz z Słowacją przyjmować euro! Że nie uczyniliśmy tego tylko przez Kaczyńskiego - jednego, czy drugiego, a może obu. "Winiąc" ich za to, że mamy "zapóźnienie cywilizacyjne".
Zważywszy na to, co pokazała historia, rację oczywiście mieli Kaczyńscy i każdy z nas winien, jeśli to było celowe i przezeń zamierzone, dziekować dozgonnie im za to, że nie pozwolili Polsce na upadek. Upadek, do którego niechybie dążyli "euroentuzjaści". Zdawałoby się, że nauczeni historia ci ostatni przestaną opowiadać głupoty i zrezygnują ze swych autodestrykcyjnych (dla Polski) dążeń. Nic podobnego!
Pow. przykład tj. wypowiedzi Tuska w Brukseli, dowodzi tego, że nie tylko nie zrewidował on swoich destrukcyjnych zamiarów, ale nawet je wzmożył. Pragnie już nie tylko dopłacać do biednej i ubogiej Grecji, ale także do biednej i ubogiej Irlandii, do biednej i ubogiej Hiszpanii a nawet do biednych i ubogich Włochów - co tłumaczy paradoksalnie tym, że lepiej jest być w kluebie tych bogatych państw. Ja nie zmyslam! Serio! Przeczytajcie sobie:
Można by pomyśleć" "idiota" ale zapewniam Was, że w tym szaleństwie jest metoda! A ma ona związek z tym, że pewien pan w tym rządzie mieszka w pałacyku pewnego europejczyka a i sama partia, z której się wywodzi, miała za antenatkę KLD pieszczotliwie nazywaną Kongresem Aferałów (z niej wywodził się Jan Krzysztof Bielecki - ekspremier, sławny autor cytatu: "pierwszy milion trzeba ukraść"), a która to KLD była finansowana z pieniedzy Fundacji Naumana oraz Fundacji Adenauera, które to fundacje są finansowane przez rząd RFN, a nad czym nieoficjalną pieczę sprawuje BND - niemiecki wywiad.
Do czego zmierzam? Większość z Was pewnie przeoczyła mą wypowiedź z 19.04.2009r. nt szwindlu z Euro. A zatem ją przypomnę:
"Z Euro jak i z cała Unią jest taki problem: Polska chciała przystąpić do EWG po tym, jak wypadła z orbity wpływów radzieckich. Kraje Europy Zachodniej, które przeżywały wtedy zadyszkę gospodarczą - taka zadyszka, jaką ma 80latek po wejściu na 4 piętro, tyle, że ekonomiczna, - uznały to za dobrą okazję
do interesu. Polska potrzebowała na gwałt kasy, odroczenia spłaty kredytów oraz dostępu do rynków zachodnich. EWG potrzebowały na gwałt kogoś, kto będzie od nich kupował co wyprodukują, bowiem podatki i koszta pracy zaczęły ich dobijać i groził im poważny kryzys. EWG zgodziło się na podpisanie umów
przedakcesyjnych w zamian za podpisanie wzajemnych umów handlowych - dla nas niekorzystnych, w których zobowiązalismy się kupować od EWG różne towary, a na towary spoza EWG nałozyć zaporowe cło. W efekcie czego Polska przez kilkanaście lat zanim weszła do UE traciła rok rocznie kilkanaście do kilkudziesięciu mld USD na samym tylko handlu. My kupowaliśmy od nich wszystko to, co tam nie znajdowało już kupca, bo było albo za drogie, albo za stare, albo z innych przyczyn wadliwe i zejść im nie chciało, płacąc za to w dodatku więcej, niźli po cenach które oferowano np. Francuzom czy Niemcom. Te same umowy handlowe ograniczały nasz export do krajów EWG zwłaszcza export płodów rolnych. Reasumując, kiedy decydowaliśmy o tym, czy nas przyjąć do Unii, byliśmy w plecy na 100 mld USD lekko licząc samego bilansu handlowego z nimi. Zapłaciliśmy, jak w systemie argentyńskim, za samochód
, którego głupio było nie wziąć - dlatego byłem za wstąpieniem do Unii, ale na zasadach z traktatu Nicejskiego. Zaraz po wejściu do Unii Brukselczycy wykoncypowali jak nas znowu wydoić tak, byśmy nie mogli nic zrobić - trzeba było więc najpierw nie wprowadzić traktatu Niceiskiego, co się zresztą prawie udało - możliwe nawet, że tak będzie;/ Nvrmnd. Z Euro pomysł jest taki. Kraje Unii przeżywają zapaść. Koszta pracy w takiej Francji są np. 5x wyższe jak w Polsce. Są po prostu wyjątkowo niekonkurencyjni na światowych rynkach i z czegoś muszą się finansować. Przystąpienie Polski do strefy Euro, to powtórzenie tego samego chwytu, jakim było nasze przystąpienie do EWG, tylko, że tam nas cackano na wymienie handlowej, a tutaj chcą nas wycyckać deficytem i długiem publicznym - subtelniejsza i mniej zrozumiała dla ciemnego luda strategia. Mówiąc wprost, wchodząc do Eurolandu będziemy finansować Europę Zachodnią - my ubodzy krewni zrzucimy się na wystawne przyjęcie bogatych kuzynów. Nie, ja dziękuję. Sądzę, że należy rozstrzeliwać tych, co sądzą inaczej - bo to nie z głupoty nawet płynie, a ze zdrady!"
Źródło:
Na marginesie, polecam Wam też przeczytanie tego mego wpisu:
Konkluzje? Hm. Jedna: powinniśmy wszyscy dziękować Grekom, że ich natura i wrodzone przywary ujawniły mechanizm dojenia, jaki wprogramowano we wspólną walutę Euro i że wykorzystały ten mechanizm przeciwko jego twórcom, którzy zakładali, że będą jego beneficjentem - a stali się zakładnikiem. To pierwsza konkluzja.
Druga konkluzja jest taka, że zważywszy na notowania jakie ma PO w sondażach, rzedu 50% oraz na wynik wyborczy tej partii oraz opozycji, parafrazując Szekspira, "źle się dzieje w państwie polskim". Albowiem nie tylko elity polityczne mamy do wymiany, ale i Lud trzeba pozbawić wszelkiego wpływu na władzę. Inaczej polskie państwo nie przetrwa...
Z poważaniem,
Radosław Herka
komentarzy
Wtorek [14.12.2010, 16:31]
Trawestując Oligofremika:
Niewolnictwo jest dobre! To prawda, pan swego niewolnika wyzyskuje, ale przecież daje mu żyć (bo póki żyje, może go wyzyskiwać) - a przecież wszyscy wiemy, jakie to jest ważne. Niewolnik ma zagwarantowaną pełna michę żarełka (raz na dzień przynajmniej), - aby nie zdechł swemu właścicielowi. I ma dach nad głową - aby się nie przeziębił inie umarł swemu właścicielowi. I niewolnik też jest bezpieczny! Ma pilnującego go poganiacza niewolników - aby sobie krzywdy przypadkiem nie zrobił i aby inni mu krzywdy nie zrobili też!
NIEWOLNICTWO JEST NAPRAWDĘ SUPER!
I tylko w zestawieniu z Socjalizmem wypada gorzej... :]
rmh
komentarzy
Wtorek [14.12.2010, 0:17]
Uf... 13 grudnia minął. Przewekowałem ten dzień nie pisząc nic o pamiętnej rocznicy - mam dość bicia sie z koniem. Dla przeciwników Jaruzela dam tylko zagwozdkę: co by się stało, gdyby Solidarność wtedy wygrała, hę? Kto wtedy przejąłby władzę? Robole z fabryk, czy KORowcy - dzieci znamienitych Funkcjonariuszy Stalinowskiego Aparatu Represji, odsuniętych od korytka w 1968r.??? Władze przejeliby w najlepszym razie eksreakcjoniści, jak Bronisław hrabia Komorowski, który wżenił się zupełnie przypadkowo w taką rodzinę:] Przeczytajcie M.tołki "Polską Rzeczpospolitą Specjalną" niem mnie oplujecie, ok? I polemizujcie ad rem ze mną, odnosząc się do jej treści, którą znajdziecie tu:
Ale właśnie, do rzeczy...
Oto wywiad z Gwiazdowskim, jaki ukazał się w Polska The Times a jakiego przedruk udostepnił Onet.pl Pozwalam sobie przekleić w zasadzie całość (za wskazaniem źródła i podaniem linku - gdyby Onet nie kasował "starych" publikacji. zostawiłbym sam link, a tak, sorry, aby tekst nie zniknął za miesiac lub dwa):
"Gwiazdowski: Gdyby nagle zlikwidować giełdę, Polska by się od tego nie zawaliła"
Polskie przedsiębiorstwa wytwarzają ponad połowę bogactwa kraju. A mimo to są one niszczone przez państwo. Z prof. Robertem Gwiazdowskim z Centrum im. Adama Smitha rozmawia Karolina Kowalska.
Profesor Krzysztof Opolski powiedział "Polsce", że premier Tusk zaczyna traktować krytykujących go ekonomistów jak Dorn wykształciuchy.
Byłem pierwszym, któremu się oberwało. Już na początku jego kadencji, po wysłuchaniu exposé, powiedziałem, że nic dobrego z tego nie będzie. Na co Tusk nazwał mnie w programie Tomasza Lisa ekonomistą opozycyjnym.
Skąd niechęć premiera?
Nie będę mówił zalotnie, że ja, Rybiński i Balcerowicz mówimy prawdę. Mówimy, co myślimy, ale może warto byłoby się nad tym zastanowić. Tymczasem w otoczeniu Donalda Tuska są wyłącznie ludzie, którzy mu przyklaskują. A premier gra na czas, chociaż my tego czasu nie mamy. Boom gospodarczy przespaliśmy nie tylko w czasach rządów PiS, w latach 2006-2007, ale też po przejęciu władzy przez PO, która przespała 2008 rok.
Minister Rostowski powiedział niedawno, że problemów finansowych państwa nie można bagatelizować, ale nie należy też histeryzować. Jak się Pan czuje jako histeryk?
Ja się czuje świetnie. Przeżyłem już kilku ministrów i premierów, przeżyję i tych. Nie było jeszcze takiego, który by słuchał. Każdy premier otaczał się ludźmi ze swojego otoczenia i nie dopuszczał dyskusji merytorycznej.
Skąd więc zdziwienie, że Tusk się nie słucha?
Tusk ma przeciwko sobie analityków z pierwszej linii, bo był kiedyś jedyną nadzieją białych. Trudno mieć pretensje do wielbłąda, że ma garb, więc nikt się nie czepiał Leszka Millera. Ale Tusk miał być pierwszym premierem liberalnym, a jest na wskroś socjalistyczny. Powiedział, że chce przejść do historii jako fajny gość i dba o tu i teraz, zadłużając przyszłe pokolenia. Gdyby Churchill chciał przejść do historii jako fajny gość, posłuchałby wybitnego filozofa Bertranda Russela, który twierdził jeszcze przed II wojną światową, że Wielka Brytania powinna się rozbroić, bo jak Niemcy na nią napadną, Brytyjczycy nie będą im sprzedawać jedzenia.
Ekonomiści Tuska mają argumenty Russela?
Odnoszę wrażenie, że w kancelarii premiera w ogóle nie ma ekonomistów, tylko sami PR-owcy. Strategia rządu to zabić śmiechem. A śmiech to zdrowie, jak mówią nie tylko lekarze, ale i marketingowcy. Ostatnio usłyszałem nawet, że uśmiech jest lepszy od make-upu. Zdaje się, że premier i jego zausznicy w to uwierzyli.
I dlatego atakują nas PR-owo "zieloną wyspą"?
Z tą zieloną wyspą to PR podwójny, bo to, że przez jakiś czas nią byliśmy, jest zasługą przedsiębiorców, a nie rządu. A dzisiaj, kiedy wszyscy nas wyprzedzają, trudno mówić o zielonej wyspie. Ale działania PR-owe idą znacznie dalej. Minister Rostowski co innego mówi w Polsce, co innego za granicą. Gdy "Financial Times" wybrał go na drugiego najlepszego ministra finansów w Europie, mówił, że to dzięki temu Polska we właściwym momencie podjęła decyzję o obniżeniu podatków. Ja przypomnę, że zrobiła to jeszcze Zyta Gilowska (z PiSu! - wtręt autora blogu).
Ekonomistów uważa się coraz częściej za jedyną prawdziwą opozycję. Michał Karnowski w "Rzeczpospolitej" nazwał Leszka Balcerowicza, Stanisława Gomułkę i Krzysztofa Rybińskiego Trzema Muszkieterami. Co Pan na to?
Jest też d'Artagnan, czyli ja, który jako jedyny z wymienionej drużyny krytykuję otwarte fundusze emerytalne. Bo w Polsce najważniejszym problemem są koszty pracy dla przedsiębiorców i pracowników. I nie da się ich zmniejszyć w obecnym systemie emerytalnym.
Wszyscy Panowie podkreślają za to rosnący dług publiczny.
Ale i tu trzeba powiedzieć, że to nie duet Rostowski - Tusk nakręca ten dług, bo był on kręcony cały czas. Koncepcja zamiatania go pod dywan pojawiła się w 1998 r., kiedy ZUS zaciągnął kredyty na wypłatę emerytur, nie ujawniając go w deficycie
Mimo to nie jest Pan zwolennikiem Rostowskiego.
Kiedy został ministrem, pomyślałem: "Dobra nasza, ten facet nie ma nawet numeru identyfikacji podatkowej w Polsce, może zacznie wprowadzać rozwiązania angielskie". Gdy po kilku miesiącach urzędowania wypalił, że polski system nie wymaga reformy, pomyślałem: "Dlaczego sam nie sprawdził albo kogoś nie zapytał?". Ale gdy zaczął wtórować PO, że złej sytuacji winny jest PiS, który blokował naprawy ręką pana prezydenta, wszystko mi opadło. Bo choć teraz nie ma veta, pierwszą decyzją PO było podwyższenie podatków.
A powinna być likwidacja przywilejów mundurowych?
I tu dała się pani omamić ekonomicznemu PR-owi, który uwypukla problemy mniejsze, by przykryć te prawdziwe. Bo mówienie o podwyższeniu składek rolnikom i zniesienie wcześniejszych emerytur dla mundurowych to kropla w morzu potrzeb. Podwyższanie składek na KRUS długofalowo spowoduje kryzys w rolnictwie. A ile przyniosłoby budżetowi? Miliard? Ono nie rozwiąże naszych problemów. Polska nie jest krajem rolników i mundurowych.
Coraz większej rzeszy ludzi prowadzących małe i średnie firmy zarejestrowane jako działalność gospodarcza. To oni uratowali Polskę przed kryzysem. I to im utrudnia się życie, mnożąc biurokrację i koszty pracy. Raport "Doing business" pokazuje, że 342 godzin polski przedsiębiorca poświęca na wypełnianie PIT-ów, podań i innych druków. Ci przedsiębiorcy mają ciągle pod górkę. Dotyczy to choćby akcyzy na pracę.
Akcyzy?
Jeśli pracownik, który kosztuje przedsiębiorcę brutto 3600 zł, dostaje do ręki 2 tys. zł, bo 1600 przejmuje państwo, to oddaje państwu ponad połowę pensji. W 1989 r. składka na ZUS wynosiła 38 proc, trzy lata później zwiększono podstawę opodatkowania o 20 proc. Usłyszeliśmy, że nic się nie zmieniło, bo pracownikowi podwyższono pensję brutto o 20 proc. Ale w ciągu ostatnich 20 lat reformy emerytalnej koszty pracy ciągle rosły. Dlaczego dziś przedsiębiorcy uciekają z ZUS do KRUS? Zaczynają hodować dżdżownice, byle dać się opodatkować jak rolnicy? Bo w KRUS jest lepiej.
Więc należałoby ZUS "ukrusowić"?
Nie. Zlikwidować oba. Z ZUS powinien być wyłączony system informatyczny i ściąganie składek. Jako Centrum Adama Smitha proponujemy połączyć urzędy skarbowe w jedną Agencję Rachunków Państwa zajmującą się ściąganiem podatków. Przeciwnicy takiego rozwiązania krzyczą, że tak nie wolno, bo giełda się załamie. A ja tłumaczę, że jakby zlikwidować giełdę, świat by się nie zawalił. W Polsce nie było kiedyś giełdy, nie było tylu banków. Ale jak zniknie 1,8 mln przedsiębiorstw, to nie będzie gospodarki. Zarówno gospodarka, jak i małe i średnie przedsiębiorstwa mogą funkcjonować bez banków - wytwarzają 67 proc. PKB, ale aż 70 proc. z nich w ogóle nie bierze kredytów. Więc, na dobrą sprawę, banki nie są im potrzebne.
To nierealne...
Skoro można było pozbyć się wojsk sowieckich, to proszę mi nie mówić, ze nie da się pozbyć ZUS i OFE. Lekarstwem na bolączki polskiej gospodarki jest odpodatkowanie pracy i debiurokratyzacja.
Karolina Kowalska,
Polska The Times
Pora na wnioski...
... oto wnioski:
rmh
PS
Podobno Tusku wykombinował, jak ura.ować d.pę i oszukac społeczeństwo. Następne wybory mają się odbyć 21 marca 2010r. Chce w ten sposób rozbroic rocznicę 10 kwietnia i poczatek marszu Jarosława Kaczyńskiego po włądzę. Liczy też, że do tego czasu "nocnik sie nie wyleje" (czyta kryzys) ani nadchodząca kwietniowo majowa powódz (normalan powódz - tak, kiedy rzeki wylewają) jeszcze nie wpłyą na decyzje wyborcze Lemingów. K...wa! Co za Ch.j! Czy serio mu się taki numer uda wywinąć?!!!
Tuska personalnie nie znam, wisi mi on. Ale jego rządy to dla Polski czas stracony. Przynajmniej w kwestiach gospodarczych - a od nich zależy, ile mamy w kieszeni i ile konsumujemy. Tusk okazał się bardziej szkodliwy od Kaczyńskiego - co można wprost wyczytać z wywiadu z Gwiazdowskim. Dlatego ja choć uważałem w 2005r. że Tusk jest mniejszym złem od Lecha Kaczyńskiego i zagłosowałem nań w wyborach prezydenckich, stwierdziłem (jakiś czas temu), że się srodze pomyliłem. To Kaczyńscy są mniejszym złem! Staty/niestety. Jarosław ma mój głos w następnych wyborach parlamentarnych...
Radosław Herka
komentarzy
Piątek [10.12.2010, 18:49]
Zastanawiałem się, czy pisać na ten temat. Po co? Ale jednak...
Wczoraj czy przedwczoraj na pardonie ktoś (Kloss) puścił notkę o przeciekach dot. Polski na WikiLeaks - opatrzył ją naprawdę niecelnym komentarzem, co wytknąłem: Ogólnie, nie jest za wesoło, stawialiśmy w swej doktrynie geopolitycznej (zwanej doktryną Skubiszewskiego o którym nota bene pisałem tu: ) na zwiazki z UE i NATO. UE jak się jednak okazuje, to wielkie g.wno na którym tracimy (o czym pisałem np. tu: trochę także tu: ) i które, miejmy nadzieje, już niedługo się wyleje z nocnika. A NATO?
Cóż, Koń jaki jest, każdy widzi: Niemcy flirtują z Rosją (Shroeder, Merkel), Belrusconi to Włodkowi Putinowi pewnie by obciągnął, gdyby tylko tenże mu pozwolił a Sarcozy - Sarcozy to nie jest mimo wszystko Belrusconi, ale... Powiedzmy, ze Rosja i Francja mają długoletnią, sięgająca jeszcze III Republiki Francuskiej oraz Carskiej Rosji, tradycję nawiązywania wspólnych relacji. Co ostatnio przypieczetowały na szczycie Rosji, Francji i Niemiec. No cóż, takich mamy "sojuszników" w tym NATO. Stąd, skądinąd słuszna, próby prowadzenia "polityki Jagiellonów" przez Lecha Kaczyńskiego, stąd próby wciągnięcia USA w bilateralne relacje, które jednak niczym nie zaowocowały, poza wydymaniem nas w d.pę przez Wuja Sama (vide zakaz Dicka Cheneya dla Irackiej administracji, aby nie podpisywała kontraktów z Polakami, vide milardy dla Turcji za przychylną neutralność w kwestii Irackiej i dla nas totalny null za wycieczkę do Afganistanu i Iraku, wreszcie g.wno a nie Patrioty - że o tarczy nie wspomnę a o długoletnim braku planów obronnych NATO dla Polski na wypadek wojny, to już w ogóle). Stąd też "doktryna Sikorskiego" będąca próbą prowadzenia polityki Wazów (Polsko-Szwdzkich relacji) - bo skoro z USA nie możemy nawiazac relacji jakich byśmy chciueli, a nasz "strategiczny sojusznik", Niemcy, przypomina trochę kanibala, patrzącego, co by tu z naszego ciała (terytorium) zjeść.
No ale mniejsza juz z tym. Więc mieliśmy te dwie wizyty: Bronka w USA i Donka w Turcji (z okazji 600lecia nawiązania stosunków dyplomatycznych). Z tych dwóch niewątpliwie wazniejszą dla mnie byłaby wizyta Donka w Turcji (gdyby nie rewelacje Bronka o "polowaniu"). Mamy z Turcją wiele wspólnych interesów geopolitycznych (Rosja). Turcja to niezależny gracz (w ciągu ostatnich dwóch lat rząd premiera Erdogana przeprowadził szereg aresztowań siatek amerykańskich w szeregach armii i uniemożliwił co najmniej dwa wojskowe zamachy stanu), który prowadzi politykę nie na rękę USA. Zrezygnował z Nabucco w zamian za Rosyjskie dostawy gazu i ropy. Z Iranem się dogaduje i robi inwestycje w rury pomiedzy oboma państwami. Turcja to wschodząca potęga, nie do końca idąca po linii USA i to pomimo tego, że jest wNATO! Nie zapominajmy też o tym, że Turcy mają pewien sentyment do Polski i Polaków (to jedyne państwo, które nie uznało rozbiorów i zawsze, zgodnie z protokołem, na dworze Sułtana zadawano pytanie do korpusu dyplomatycznego, czy jest jakiś poseł z Lachistanu! Niby symbol - ale jak wiele znaczy i jak wiele świadczy o charakterze ludzi, którzy są do takich gestów zdolni).
Tak, bliskie relacje z Turcją poprzez wspólnotę interesów geopolitycznych oraz Turecka doktryna geopolityczna "panturkizmu" z lat 20 XX wieku a także, wcześniejsze, konflikty Turecko-Rosyjskie o strefy wpływu na zakałkaziu i w Azji Centralnej), są w interesie obu państw (wspólny konkurent/wspólne zagrożenie), dlatego byłbym pochwalił Donka za tę wycieczkę i mówienie o wspólnych doświadczeniach z energetyką jądrową (Turcja zakupi od Korei S reaktory i będzie mieć dwie elektrownie zanim u nas zaczną w ogóle stawiać kamień wegielny - i taniej je wybuduje! Ale mniejsza z tym), gdyby nie żenujący występ o orlikach. Ku...a Wybuchnąłem pustym śmiechem i czkałem jak tego słuchałem - mysląc co za idiota. I bynajmniej nie ja jeden: moja mama, która o wiele mniej się orientuje w polityce zagranicznej jak usłyszała co on plecie, pierwsza zaczęła się śmiać. No ale cóz - Lud Tuska wybrał, niech żyje Tusk! I jego boisko...
Tym czasem owe rewelacje Bronka przyćmiły to wydarznie. Sprawiły, że bzdetna wycieczka do USA stała się ważniejsza od czegoś, co można by analizować i z czego o wiele ważniejsze wnioski wyciągać. CO Bronek miał na myśli? Czy prawda jest, co przewiduje Pan Tomasz Urbaś na swym blogu?: Dla wyjasnienia, od dłuższego czasu przewiduje on wojnę USA z Chinami. Mam jednak pewne wątpliwości (i to pomimo zbierzności w wielu obserwacjach). Wyraziłem je pod jego blogiem w komentarzach. Ich lektura winna starczyć za mój komentarz do "wielkiego polowania" Bronka - za które uważam, może to być wycieczka na Iran w przyszłym roku. Co mi się mimo wszystko, za bardzo nie podoba... Jeśli już: bądźmy jak Turcja w sprawie Iraku: weźmy kasiorę od USA i w zamian sie nie wypowiadajmy ew. bazy powietrzne udostępnijmy. Za darmo a i nawet pół darmo, ta wojna nam się nie opłaci. No ale. Oto te komentarze:
***
Dopiero w zeszłym miesiącu odkryłem Pana blog. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony i rozczarowany - że tak późno to nastąpiło. Mamy wiele stycznych ze sobą oglądów sytuacji. Dla przykładu: / - 3.04.2009r pisałem o perspektywie wojny. Wojny nad której przebiegiem i momentem wybuchu myślałem dużo wcześniej, niźli ten wpis na mym blogu zamieściłem. Moim zdaniem teraz, wszystko wskazywało na wybuch wojny pomiędzy rokiem 2011 a 2013. Prywatnie obstawiałem jej wybuch w pierwszym (jeszcze zimowym) kwartale 2013 r. - takie "przeczucie".
Hm.
Pozdrawiam,
Radosław Herka
~Neosofista, 2010-12-10 14:28
który ktoś o nicku wigor skomentował tak:
Faktycznie, z tym wojennym krakaniem dobrali się Panowie wyjątkowo ;) No, Pan chociaż daty tych "przeczuć" podaje, Pan Tomasz nie.
~wigor, 2010-12-10 14:43
Na co odparłem:
"Daty", powiada Pan? Oj, to bardzo proste! Wystarczy "troszeczkę" znać się na ekonomii i umieć przewidywać. W 2013 r. powinien nastąpić Globalny Wielki Krach, co się akurat zbiegnie i z polksim mini krachem vide: Tyle, że potem przesunąłem prognozę na 2011 r. bo zdziwił mnie Tusk tym, że nic nie robi aby temu zapobiec. W sumie, to Tusk mnie tym nic nie robieniem nawet trochę przeraża: - a teraz te "wpadki" Bronka o "wielkim polowaniu". Ugh;/
Pozdrawiam!
rmh
~Neosofista, 2010-12-10 14:52
Ważniejsze jednak wydają się te me doodatkowe komentarze dla Pana Urbasia:
Na marginesie: czy zauważył Pan, jak USA zgrabnie osaczyły Iran: są w Iraku, są w Afganistanie. No i te ich kolorowe rewolucje po 10 milionów USD każda. Prawie zajęli cała dawną sowiecką Azję Centralną. Coś o tym pisałem, szukając tych materiałów trafiłem m.in. na to: oraz na to:
Kurcze, już nie pamiętam, tak jak Pan, wszystkich swych przemyśleń, gdzie i jak je wyraziłem. Często po prostu ad hoc coś mnie nachodzi, a niech tam, coś "skrobnę" na klawiaturze - w zasadzie na zasadzie "sztuki dla sztuki". Bo przecież, kto "normalny" na poważnie się tym interesuje? I kto takie "fantasmagorie" jak moje (ale i jak Pańskie) mógłby prać "na serio"?
Pozdrawiam!
Radosław Mirosław Herka
~Neosofista, 2010-12-10 14:43
Panie Tomaszu, niech Pan uwzględni w swoich szacunkach dotyczących prognoz wojennych Rosję i jej cele geostrategiczne. Przedstawiłem je tutaj: Wysunąłem w linkowanym materiale tezę, że jedynym poważnym argumentem Rosji w sporze/napięciu geopolitycznym (który mógłby przerodzić się w wojnę) między Rosją a USA (USA traktują Rosję a nie Chiny, jako zbiór surowców naturalnych, które muszą posiąść) jest właśnie Iran. Z Rosyjską strategią geopolityczną odpuszczenie Iranu jest po prostu sprzeczne! Dlatego dziwić musi odstąpienie od przekazania Iranowi rakiet S300 (vide tajne rozmowy Izraelsko-Rosyjskie) oraz samo ich wysłanie drogą morską, wokół Europy i Izraela, aby Żydzi przejęli ten statek i aresztowali załogę, zamiast przez Morze Kaspijskie/ Transport przez Morze Kaspijskie był nienarażony w ten sposób a mimo to, Rosjanie wysłali statek z ich wybrzeża bałtyckiego do Iranu i statek nawet nie zdążył opuścić Bałtyku a już go przechwycono. Ech. Dziwne to Panie Tomaszu. Bardzo dziwne. A USA nie stać na wojnę na wielu frontach - tu się zgodzę. Więc musi mieć albo sojusz z Rosją przeciwko Chinom, albo z Chinami przeciwko Rosji. Jeśli ma z Rosją sojusz, to oczywiście przeciwko Chinom. Ale czy to byłoby w interesie Rosji? Hm. Na miejscu geostrategów Rosyjsko-Chińskich rozważałbym (doraźny) sojusz przeciwko USA - i on ma miejsce. Rosja, Chiny a nawet Indie i Brazylia myślą o przeciwwadze dla USA. Czy USA zaatakują Chiny (i Rosję) wiedząc, że będą mieć przeciwko sobie co najmniej Chiny, Rosję i Iran (plus Korea N)? Oby nie! Czy zaatakują sam Iran? To może mieć miejsce...
~Neosofista, 2010-12-10 15:56
oraz
Panie Tomaszu, niech Pan uwzględni w swoich szacunkach dotyczących prognoz wojennych Rosję i jej cele I jeszcze jedno ad Chin
Polecam Panu tekst autorstwa Przemka Sieradzana, z którym studiowałem na roku. To postać bardzo ciekawa. Zadeklarowany lewak - narodowy bolszewik i rusofil ale też osoba bardzo inteligentna. Polecam artykuł jego autorstwa: - może okaże się on przydatny w Pana analizach. Przemek teraz się doktoryzuje - u mego promotora nota bene, którego mu doradziłem, nieocenionego prof. Tadeusza Bodio.
~Neosofista, 2010-12-10 16:02
Konkludując, ciekaw jestem, kto ma rację i do czego dojdzie. Choć osobiście, wolałbym nową "zimną wojnę" i Polskę w tym bloku państw, w którym nie jest głodno, chłodno i ch.jowo (co wyraziłemw w jednym z linkowanych materiałów).
A zupełnie na marginesie: ten filmik z youtube pobudza wyobraźnię, co?: - ta śpiewaczka zwłaszcza. Kurczę, aż chciałoby się zobaczyć porno z jej udziałem (jak melodycznie wzdycha), co? Czy tylko ja tak mam...?:|
Nvrmnd
Radosław Herka
PS
Pola to k... :]
komentarzy
Wtorek [ 7.12.2010, 17:54]
No właśnie, czy aby na pewno? Podkuszony przez Bradolfa Pittlera (vie post: ) zgłosiłem swój akces do konkursu organizowanego przez posła Migalskiego (vide: ). Szczerze wątpię, aby potraktowano mój akces poważnie, zwłaszcza po takim liście... No ale;)
Zresztą, oceńcie Państwo sami!
***
Wysoka Komisjo,
Niniejszym wyrażam wolę wzięcia udziału w ogłoszonym przez portal NowaPolitologia.pl Konkursie, któremu patronują W.Sz. Marek Migalski, poseł na Sejm Europejski (to po polsku ładniej brzmi, niźli "Parlament Europejski", mniejsza już o inne argumenta) oraz Członków Wysokiej Komisji, Czcigodnych: Pawła Śpiewaka, Jarosława Flisa oraz Rafała Matyja.
Na marginesie: Oczywiście wszyscy ww. to osoby niezwykle uczone, ale po prostu pleonazmem byłoby zestawianie epitetu "uczony" obok tak znamienitych nazwisk - stąd, (tuszę, że Panowie wybaczą), jedynie zwroty grzecznościowe "Wielce Szanowny" oraz "Czcigodny" - z pominięciem stopni i tytułów naukowych (aby nikogo nie wyróżniać).
Konkurs pt. "Polski system polityczny i partyjny na tle procesów europejskich" niezmiernie mnie zaciekawił. Niestety, kiedy wczytałem się w Regulamin Konkursu, naszła mnie taka oto refleksja, że Konkurs niniejszy przypomina XVIII wieczne oświeceniowe konkursy na napisanie najładniejszej rozprawki o "Postępie" i tym jak wraz z "postępem" człowiek staje się lepszy, mądrzejszy et cetera.
W istocie rzeczy zadany temat Konkursu przystaje niestety per analogiam do tamtych kuriozów, na które wszyscy pisali prace, przepraszam za kolokwializm, "na jedno kopyto". I tylko jedna osoba wyłamała się z tego grona "klakierów postępu", pisząc, że człowiek wraz z rozwojem nauki, nic a nic nie staje się lepszym, ani mądrzejszym, ani bardziej moralnym - i inne, proszę wybaczyć "podwórkową łacinę", "pierdoły". Tą osobą, jak zapewne Wysoka Komisja się domyśla, był nie kto inny tylko sam Wolter - o ile się nie mylę? Wszakże już dawno swej wiedzy w tej materii nie odświeżałem...
Do czego zmierzam? Proszę wybaczyć grubiaństwo, które przebija przez warstwę formalna mego listu. Jestem po prostu zniesmaczony Konkursem - a raczej jego efektami, które, jak przewiduje, niechybnie będą takie, jak efekty francuskich konkursów na modłę oświeceniową w XVIII w. Wezmą weń, a jakże, udział zapewne owi studenci, doktoranci, pracownicy naukowi i wszyscy, jak jeden mąż, zamiast poddać system polityczny gruntownej i krytycznej analizie, będą się rozpisywać o pierdołach, takich jak Konstytucja - która wszakże wytycza ramy prawne dla funkcjonowania systemu, jak system partyjny, - który utożsamią z systemem władzy, a już zupełnym kuriozum będzie nawiązanie do "procesów europejskich".
Czy nie czujecie Państwo, że robicie konkurs ala konkurs na najwspanialszy referat o Leninie zorganizowany w ramach lekcji j. polskiego w klasie trzeciej I LO w Pszczynie, gmina Pszczyna, województwo katowickie, Polska Rzeczpospolita Ludowa roku AD (że też te "komuchy" czas liczyły od narodzin Chrystusa) 1979? Nie czujecie? Bo ja owszem - czasy się zmieniają, ale niektóre schematy są niezmienne. Dziś miłość do ZSRR zastąpiła miłość do Unii Europejskiej i niechybnie, umieszczenie odwołania do "procesów europejskich" w temacie konkursu skutkować będzie tym, co pow.: "referatem o Leninie".
A przecież jesteście Panowie ludźmi nie tylko uczonymi ale i inteligentnymi! Zwłaszcza (choć może nie powinienem nikogo ad personam wyróżniać) pan Flis, którego sobie niezmiernie cenię (pana Rafała Matyja zaś w ogóle nie kojarzę - proszę o wybaczenie). Czego się Panowie spodziewają po tym konkursie? Jakich prac? Jakich tez badawczych weń zawartych, postawionych przez autorów owych referatów, których będą bronić? Już to widzę! "Masło jest maślane dlatego jest dobre bo jest maślane" - te i podobne wariacje błędnego koła, czy to przez idem per idem, czy ignotum per ignotum. A wszystko to gówno...
Proszę wybaczyć cynizm. Nie piszę tego listu (tylko po to), aby Panów jebać (fakt, że "Sztukę jebania" Alexandra hrabiego Fredry przemianowano na "Sztukę miłości", nie uczyniło z tej prostej czynności, wzniosłej ars amandi - więc proszę się nie obrażać, toć sam Ojciec Nowożytnych Nauk Politycznych, Mikołaj Machiavelli pisał w listach do swego przyjaciela, że "nie ma nic przyjemniejszego jak jebanie właśnie" - to można przynajmniej wyczytać u Viroliego, - tym samym konkludując: lepiej wprost pisać jebać, miast kadzić, albowiem fakt, że gówno umownie nazwiemy lukrecją, smaku gównu nie przyda).
Piszę, ażeby zgłosić swoją pracę, jaką w swym nieograniczonym onanizmie kiedyś napisałem: "Polską Rzeczpospolitą Specjalną" - opublikowaną przeze mnie w internecie ponad rok temu. Praca ta w istocie jest na temat: dotyczy polskiego systemu politycznego. I choć niechybnie nie spełnia kryteriów pracy naukowej, ma niewątpliwie w sobie walor poznawczy, którego osoby tak znamienite jak Członkowie Wysokiej Komisji oraz WCz poseł Migalski, nie mogą nie dostrzec. I choć praca jest nieznacznie dłuższa od zadanych 20 stron maximum (ma zaledwie stron 49), wierzę, że nie przeszkodzi to Wysokiej Komisji poddać jej pod procedurę konkursową. A co do "procesów europejskich" i mych doń odwołań? Tak, tam także znajdują się takie - w kontekście "metafory stołu jako Rzeczypospolitej".
Uniżone pokłony śle,
Radosław Herka
ul. XXXXXXX XXX m. XXX
26-110 Skarżysko-Kamienna
Post Scriptum
Szanowny Panie Pośle, najprawdopodobniej nie natknął się Pan w sieci na me wypowiedzi dotyczące m.in. Pana osoby, które mógłby Pan poczytywać ad personam, jako uwłaczające Panu osobiście. Nie mniej jednak, jeśli zna Pan mój blog bezPARDONuPL.pardon.pl oraz wypowiedzi o "Partii Odpadków", pragnę zwrócić Panu uwagę, że za odpadki uważam znacznie bardziej Pana Koleżanki i Kolegów w Sejmie RP, niźli Pana i Pana Kolegów w Sejmie Europejskim. Różnica, co wyłożyłem na mym blogu, dotyczy przede wszystkim czasu - jaki pozostał do wyborów. No i oczywiście zarobków. Panu ten experyment pt. "Polska Jest Najważniejsza" nijak nie zaszkodzi;)
Atache: "Polska Rzeczpospolita Specjalna" dostępna online tu:
***
No i co sądzicie? Jak zareaguje Wysoka Komisja?
hm...
rmh
komentarzy
Nasza przygoda, która trwała z przerwami mniej więcej ponad trzy lata dobiegła końca. Początkowo pisałem tutaj jako niezalogowany user pod nickiem Neosofista. Następnie prowadziłem swój blog neosofista.pardon.pl - do czasu, aż spór personalny na linii ja vs p. Kamil Lodziński nie zaowocował skasowaniem tegoż bloga. Mniejsza już z tym o co poszło, w każdym razie utytułowałem odpowiednio pana Lodzińskiego wtedy, dodając, iż skłonny byłbym dlań zaryzykować nawet swój heterosexualizm - nie ukrywam, że uczyniłem to w dość obrazowy i właściwy dla siebie, bizantyjski sposób, czego efektem były jego pogróżki pod mym adresem, że zgłosi Wydziałowi Prawa i Administracji UW rzekome nadużycia, jakich się dopuściłem spod ich IP - pisząc z komputera Wydziału owe "wyznania miłości analnej" pod jego adresem. Wówczas wyśmiałem pana Lodzińskiego w korespondencji a także zamieściłem ją na swym blogu, prosząc, aby tak uczynił, jak zapowiedział. Niestety, nie uczynił tak. Zamiast tego wtedy właśnie mój nick Neosofista na pardon został zablokowany/skasowany.
Następnie odwiedzałem ten przybytek pisząc jako niezalogowany: Były Neosofista, Neo Sofista, eXneosofista, eXn - itp. Potem w ogóle zawiesiłem na dość długo swoje pisanie tu, także, jako niezalogowany. W ogóle przestałem pisać blog. Po przerwie powróciłem jednak jako bezPARDONuPL i do dziś dnia nim byłem. Kładąc się spać 21 grudnia z mym blogiem było wszystko w porządku. Notki zawierały całą treść, jaką onegdaj nań zamieściłem. 22 grudnia ze zdziwieniem odkryłem, że ostatnie dwie notki zostały przycięte. Wertując poprzednie wpisy odkryłem, że pardon poucinał co poniektóre me wypowiedzi - te dłuższe i rzekłbym, "ciekawsze". Wyraz memu oburzeniu dałem tym wpisem:http://bezpardonupl.pardon.pl/dyskusja/309019... oraz komentarzami doń, zawierającymi linki do "skróconych" wpisów - niekiedy nawet sprzed lat.
Wiem, że skrócenie ich nastąpiło w nocy z 21 grudnia na 22 grudnia, albowiem choć są to stare wpisy, częstokroć do nich linkowałem w dyskusjach, powołując się na to, że o czymś, czego dotyczy aktualna dyskusja, już pisałem onegdaj. Każdy kto zna mnie na tym portalu - z tego co piszę, doskonale wie o tym, że tak było. Zresztą, stałem się z tego powodu obiektem drwin i przedmiotem (tak, przedmiotem, nie podmiotem) imputacji o rzekomym narcyźmie et cetera. Pisano pod mym adresem różne rzeczy. Jedyne do czego wypada mi się odnieść to pytanie, które przez część z tych wpisów przebijało: "a kim ty k... jesteś?", co zawsze kwitowałem: "nazywam się Radosław Herka, a Pan/i?". User piratte poświęcał nawet więcej uwagi tej kwestii usiłując mi "wytłumaczyć" "niepoważność" mego zachowania. Wyśmiewał, że "całkiem serio" piszę coś o kimś i do kogoś, np. jakiejś osoby publicznej, dając temu komuś rady i oceniając jego działanie. Że piszę to pod nazwiskiem i że się ośmieszam tym samym. Sam, na własne życzenie staję się przedmiotem drwin. Bo kim ja przeciez jestem? No własnie, kim? Otóż, skoro się z Wami żegnam, odniosę się do tej kwestii:
Panie i Panowie, traktujmy sami siebie poważnie. Wasze pytania "a kim ty jesteś" itp. oraz ich "ciąg dalszy", więcej niźli o mnie, naprawdę, mówią i mówiły o Was. Świadczą przede wszystkim o Waszym stosunku do Was samych. Wy siebie nie traktujecie poważnie. Nie piszecie pod nazwiskiem. Osoby publiczne uważacie, zresztą może słusznie, za kogoś lepszego od Was - kogoś z kim nie możecie się równać. Komu nie możecie dawać rad tym samym. Dla mnie? To są ludzie tacy sami, ani o jote lepsi ode mnie, których częstokroć nie poważam i którym ośmielam się przez to dawać rady - albowiem to ja jestem obywatelem, przed którym oni odpowiadają. Jestem wyborcą. Wy tego nie rozumiecie. Macie jakieś kompleksy. W rzeczy samej, poprzez to jesteście stadem baranów, które Wasi Wybrańcy traktują tak a nie inaczej - i może słusznie.
Dlatego też tak obraża Was ktoś, kto w sumie nie będąc nikim szczególnym, ma tę śmiałość pisać co myśli i uważa i firmować to swym nazwiskiem - coś dla Was niepojętego. Co burzy Wasz spokój. Skłania Was do wrogiej wobec tego kogoś reakcji. Otóż zapamiętajcie sobie: to są Wasze kompleksy, nie mój. Którego Wy płacicie cenę: będąc dla tych "kimś-ów" z kim mnie zestawiacie, "nikim" a kogo niesłusznie we mnie widzicie. Skoro mnie pytacie, kim ja jestem a ja Wam udzielam odpowiedzi, udzielcie jej też mnie: kim Wy jesteście?! Jeśli Wy sami nie zaczniecie traktować siebie poważnie, to uwierzcie, nikt inny też tego nie zrobi. Jeśli nie macie nawet czelności podpisac się pod swoim zdaniem, (tak! w jakimś internecie), nie liczcie, że na żywo będziecie mieć śmiałość i że ktoś lepiej Was potraktuje. Owszem, mnie z tego powodu wyśmiewacie, że ja "jestem śmieszny". Podpisuję się z imienia i nazwiska - biorąc przez to odpowiedzialność za swe słowa. I dobrze - mnie to nie rusza, o czym chyba już dobrze wiecie? Ja zaś dobrze wiem, że w życiu ludzie kierują się stereotypami. Mnie to naprawdę nie przeszkadza. Umiem to wykorzystać. Zaręczam Wam, że każdy, kto real life nie potraktował mnie poważnie, bardzo tego potem żałował. Ale mniejsza o tym...
22 grudnia po skróceniu owych mych wpisów, wystosowałem list do Redakcji pardonu domagając się przywrócenia poprzedniej, pełnej wersji owych skróconych wpisów, albo skasowania mego bloga. Kopię owego listu i zpaoweidzi zamieściłem też w komentażu do wyżej linkowanej notki. Oto on:http://www.pardon.pl/komentarz/5/3090191/3090... Nie zostałem niestety potraktowany poważnie. Dziś w odpowiedzi na tamten mój list odebrałem list tej treści:
"Redakcja nie ma technicznej możliwości ani edytowania, ani przywracania, ani jakiegokolwiek innego ingerowania w niczyje wpisy. Jeśli zniknął Panu jakiś fragment, musiał to zrobić Pan sam. Albo ktoś, kto się bawił Pana komputerem. My możemy jedynie usuwać wpisy w całości. Co też czynimy
raczej rzadko.
Pozdrawiamy,
Pardon"
Pan (Pani?) Pardon ma mnie też za idiotę... Pan(i) Pardon skasował(a) "końcówki" (czasem większe jak połowa tekstu) wpisów na mym blogu - z dnia na dzień, i twierdzi, że pewno ja sam coś spiep...łem i sam musze naprawić - wypierajac się za to winy i nie chcąc ponieść odpowiedzialności. Czy to dlatego nikt z Redakcji nie miał nawet czelności podpisać się pod czymś takim? Hebert pisał o Panu Cogito, mnie przypadł w udziale Pan Pardon - tak, rżyjcie z tego, że się równam w tej chwili z Herbertem (choć ja raczej równam Pana Pardon, z Panem Cogito). Czy równam?! To za wiele powiedziane. Zestawiając Pana Pardon z Panem Cogito, wychodzi mi przeciwieństwo Pana Cogito. Antyteza. Pan Cogito, alter ego Herberta, ma wiele jego cech - rzeczywistych, lub tylko tych, które on sam w sobie widział. Pan Pardon to Wy, Moi Drodzy Pardonowicze. Moje zacne przeciwieństwo. Jesteście kimś! A ja? No właśnie... kim ja k...a jestem?! ;)
Reasumując, słowo się rzekło (czy też, "napisało") - traktując siebie poważnie, kasuję swój blog i proszę Pana Pardon o uszanowanie tej mej decyzji i akceptację ze strony Redakcji (bo sam z siebie oczywiscie Pardonowicz skasować się nie może - musi prosić o permisję Pana Pardon - zupełnie jak krowa na polu swego właściciela). Tuszę, że nie będzie mi czynić w tym przeszkody i mój profil zostanie skasowany? A także, że wpis ten, pożegnalny, się ostanie? Bez żadnej ingerencji - a chociażby przycięcia jego końcówki. Żegnam Was i Pardon, na zawsze. I pisze to na serio - kasuję pardon z zakładek ulobione, aby mnie nawet nie kusiło wchodzić tu w przyszłości. Sytuacja w której jestem obiektem drwin mi nie przeszkadza i nigdy nie przeszkadzała - o czym, gdyby tacy tu byli, - mogliby zaswiadczyć ludzie których real life poznałem, np. na studiach. Natomiast sytuacja, w której ktoś cenzuruje me wypowiedzi (vide Onet i powód, dla którego przestałem pisać na ichniejszym forum) lub robi coś takiego jak ich kasowanie z mego bloga (vide pardon) i to po latach! W dodatku wypierajac się tego (zamiast przyznać, że ich informatyk, nie pierwszy raz zresztą coś zje...ał), jest dla mnie nie do przyjęcia. Czy przestanę blogować? Pewnie nie... Ostatecznie mam jeszcze niewykorzystywany dotychczas blog na salonie:http://neosofista.salon24.pl/ Może właśnie teraz zacznę go wykorzystywać?
Żegnam i życzę wszystkim wesołych Świąt! Długo można składać życzenia i bardzo wymyślne je układać. Nic jednak nie zastąpi trivium: zdrowia, szczęścia i pomyślności. Zdrowia, bo choć gdy jest, nikt o nim nie myśli, jednak kiedy go zabraknie okazauje się prędko, że bezeń nic człowiek nie znaczy. Szczęscia, bo choć bez pracy nie ma kołaczy, także mnie życie nauczyło, że bez odrobiny szczęścia, choćbyś charował po pachy, dorobisz się co najwyżej garba i usr...nej śmierci. Pomyślności - bo gdy wszystko układa się po naszej myśli, można jedynie życzyć sobie rozwagi, aby baczyć, czego sobie człowiek życzy. Życzenia bowiem czasem się spełniają - szczególnie te najmniej przemyślane. Tego Wam i sobie życze z okazji Świąt Bożegonarodzenia oraz Nowego Roku Anno Domini 2011. Oby nie był gorszy a o wiele lepszy od minionych.
Radosław Herka
PS
Ceterum censeo pola lupa est!